środa, 22 grudnia 2010

Obywatel Ciechowski



W przedświątecznej zadymie czasem łatwo nam zapomnieć o czymś ważnym. Dziewięć lat temu tuż przed Bożym Narodzeniem odszedł od nas w sile wieku jeden z najlepszych artystów naszych czasów. Muzyk, kompozytor, człowiek o niezwykłej ekspresji, który na każdym kroku uczył nas jak czuć muzykę. Nie jak grać, ale jak nią oddychać, żyć przeżywać. Grzegorz Ciechowski.

Jedyny w swoim rodzaju.
Nie zapomnij.

piątek, 17 grudnia 2010

Lubię ciszę jak ta...

Cicho ostatnio bardzo i spokojnie. Wszystko toczy się dokładnie tak jak powinno, bez dramatów, fochów i rozpaczy. Cisza.

SL znowu jest prawdziwą przyjemnością, może dlatego, że używam go i dawkuję rozsądnie nie przemęczając się :). Dużo frajdy sprawia mi praca w sklepiku Krainy Łagodności, nawet nie spodziewałem się, że może to być aż tak przyjemne ;). Może właśnie dlatego nawet święta, których serdecznie nie znoszę nie przerażają mnie tak bardzo...

W każdym razie zapraszam do sklepiku :)



Jest pięknie. A będzie? Tylko lepiej, czego i Wam i sobie życzę :) :) :)

poniedziałek, 22 listopada 2010

Zawieszenie

Nieco się zawiesiłem. Nie wiem co prawda, czy to kwestia jesiennego marazmu, czy dzieje się coś innego, ale fakt faktem, że zawieszony gdzieś pomiędzy cyberprzestrzenią a realnym życiem, za którym szczerze pisząc nie przepadam przestałem się szarpać. Czasem trzeba dać ponieść się nurtowi. Pozwolić samemu sobie nie sterować niczym, tylko płynąć. Dziwne to uczucie. Ale może tak ma być.


Źle śpię. Co ciekawe moje koszmary nie dotyczą nigdy Pikselkowa. Wracają stare demony. Pojawiło się kilka nowych, nieporozumień, niedomówień. Najgorsze nie są jednak, przemoc, krew i złość pojawiające się w tych snach. Najgorsze jest zdecydowanie to, że nie dają one żadnych odpowiedzi...
Niebawem Trumna. Rok temu strasznie ją odchorowałem. Zobaczymy co wydarzy się w czwartek.

środa, 17 listopada 2010

Od rana mam lepszy humor :)

Co prawda nie moje, tylko wygrzebane w sieci, ale od rana poprawiło mi humor skopany szałem wyborczym wszystkich kandydatów tłumnie nawołujących mnie do oddania swojego jakże cennego głosu właśnie na nich ;) W tym roku uparli się jednak, żeby to robić w drzwiach mojego mieszkania :)

Warszawa 2020 rok
Warszawa, rok 2020.
Wycieczka szkolna uczniów szkoły podstawowej zwiedza stolicę.
- Uwaga, dzieci, dochodzimy do ulicy Lecha Kaczyńskiego, która przez wiele lat była nazywana Krakowskim Przedmieściem - mówi pani nauczycielka.
- Jak to? Przecież przed chwilą byliśmy na ulicy Lecha Kaczyńskiego!
- Oj, Piotrusiu, znowu nie uważałeś. To nie była ulica, tylko aleja, i nie Lecha Kaczyńskiego, tylko Prezydenta Kaczyńskiego.
- Proszę pani, a co to za budynek?
- To Sanktuarium Lecha Kaczyńskiego Jedynego Prezydenta IV RP,dawniej był to Pałac Prezydencki. Chciałabym wam zwrócić uwagę na stojące przy bramie krzyże. Wiecie skąd się wzięły?
- Kogoś tu ukrzyżowali?
- Nie, Wojtusiu. No jak to? Nie wiecie?
- Nie wiemy, proszę pani.
- No przecież macie w tygodniu po 5 lekcji z historii życia Lecha Kaczyńskiego.
- No tak, ale w podstawówce przerabia się tylko młodzieńcze lata Kaczyńskiego. Ostatnio mieliśmy lekcje o Pierwszej Komunii pana prezydenta.
- Jak to młodzieńcze lata? A reszta?
- Resztę żywota Lecha Kaczyńskiego przerabia się dopiero w gimnazjum i liceum, proszę pani.
- Aaaa, chyba, że tak. No więc słuchajcie, drogie dzieci. Ten wielki krzyż postawiono tu po śmierci pana prezydenta aby oddać cześć jego pamięci i przez długie lata toczono walki, aby mógł tu pozostać. Na szczęście teraz
może tu stać i nikt go nie zabierze.
- Proszę pani, a można sobie przy nim zrobić zdjęcie?
- Można Martynko, ale uważaj, aby go nie dotknąć, bo jest na nim metalowa siatka, która jest pod wysokim napięciem. To takie zabezpieczenie, gdyby ktoś próbował zabrać stąd krzyż.
- A ten mniejszy krzyż to skąd?
- Ten mniejszy postawiono, aby uczcić pamięć tych, którzy bronili tego dużego krzyża.
- Proszę pani, a wejdziemy do środka pałacu?
- Niestety, nie możemy, bo właśnie jest w nim remont. Włoscy malarze malują olbrzymi fresk na suficie.
- Proszę pani, a co to jest fresk?
- Takie malowidło na suficie, widzieliście przecież fresk w Kaplicy Sykstyńskiej.
- Ja nie widziałem.
- Jak to, Wojtusiu? Nie byłeś z nami rok temu na wycieczce Śladami Wielkiego Męża Stanu - misje zagraniczne Lecha Kaczyńskiego?
- Nie, bo byłem wtedy chory.
- A, proszę pani, a co będzie na tym fresku namalowane?
- Arcydzieło, moje drogie dzieci. Będzie na nim przedstawione, jak Bóg przekazuje Lechowi Kaczyńskiemu berło i koronę, aby zaprowadził porządek na Ziemi.
- Oj, to szkoda, że nie można wejść do środka i zobaczyć.
- Mówi się trudno, ale możemy obejrzeć pałac, to znaczy sanktuarium z zewnątrz, też jest co oglądać.
- Ooo, a co to są za tablice?
- To 14 stacji przedstawiających mękę Lecha Kaczyńskiego, jaką przeszedł w czasie swojego życia.
- "Stacja 7 - Lech Kaczyński kłóci się z Donaldem Tuskiem o krzesło w Brukseli po raz drugi" - fajne!
- A patrzcie tu: "Lech Kaczyński przez Niemców kartoflem nazwany"!
- No już starczy, musimy iść dalej - mamy jeszcze tyle do zobaczenie w Warszawie.
- O kurcze! Patrzcie! Co to za wielkie bryły, poszę pani?
- Oj, Piotrusiu, przecież widać, że to buty.
- A po co ktoś postawił taki wielki pomnik butom?
- To nie jest pomnik butów, tylko pierwszy element budowanego pomnika Lecha Kaczyńskiego. Na razie zrobili mu tylko buty, ale cały czas budują resztę postaci.
- Ale proszę pani, ten pomnik będzie tak wielki, że jego głowy w ogóle nie będzie widać z ziemi!
- No, w Warszawie na pewno nie da się zobaczyć twarzy pana prezydenta, ale za to z Moskwy jego srogie spojrzenie będzie widoczne doskonale...

piątek, 29 października 2010

List z jaskini

Ciemno tu i wilgotno jakoś, a jednak przytulnie.
Wczoraj słyszałem szept. Zdziwiłem się, bo nigdy nie było tu żadnego głosu. Szept szeptał wilgotnymi wargami niezrozumiałe słowa. Zaklęcia, których znaczenia nie znam. Bałem się. Potem pojąłem, że bezcielesne słowo choć rani często, nie zaboli już.

"Co możemy stracić oprócz życia?" żartował mój przyjaciel z dzieciństwa. Darek często miewał szalone pomysły. To z nim zapaliłem pierwszego papierosa na balkonie i z nim ukradliśmy lizaki ze straganu. Darek nie żyje. Miał 12 lat kiedy jadąc rowerem przez las trącił gniazdo os. Nie dały mu szans. Pewnie, że płakałem. Czas leczy.

Żyję. To nic, że tu gdzie nie jest dobrze. To nic że otoczony jadowitą nienawiścią z wrzodami żołądka i już bez żadnej perspektywy na to, że jeszcze zaświeci słońce na dłużej. Że będzie dobrze.

Jung pisał kiedyś o instynkcie śmierci. Popędy człowieka, stanowiące podstawę jego konstrukcji psychicznej ścierają się w nim ciągle, ale najważniejsze są z nich dwa. Pęd do życia i popęd śmierci. Życie jest ciągłym wyborem pomiędzy nimi. I paradoksalnie to pomaga. Masz wybór. Ja mam wybór. Wszyscy go mamy. Wystarczy odrobina egoizmu.

Jest tak ciemno, że rzadko widzę swoje dłonie. Lubię je. Mam sprawne palce, dzięki nim odkryłem kiedyś moją muzykę. Wyciągam je dziś przed siebie i oczyma wyobraźni widzę jak napełniają się wodą mojego życia. Woda wypływa z nich a ja beznadziejnie zwierając palce próbuję zatrzymać jak najwięcej. Wiem, że wszystko ucieknie. W końcu poddaję się i rozwieram palce a moje życie ucieka szybko kroplami tocząc się po skałach. Wkrótce wyschnie. Zapomnę.

Ciiiiiiii..... On szepcze znowu.... Boję się.

Przyjdź tu czasem. Znajdź mnie.

piątek, 10 września 2010

Pogubiłem się.

Pogubiłem się. Wielu ludzi, wiele impulsów. Słów. Emocji. Głosy.
Hałas i gwar.

Wiem, że chcesz dobrze. Wiem, że jesteś.
Tylko mnie coraz mniej zostaje.

Dobrze mi z Wami wszystkimi, ale to chyba ten czas kiedy powinienem pobyć sam, dalej. Przepraszam.




Burza w głowie jak taniec w grobie
Ciasny i skrępowany
Nie mogę spokoju znaleźć
Nie ja teraz rządzę sobą
Głos dzikości tnie szramy na ciele od wewnątrz
Łzy drążą bruzdy na twarzy
Głowa jak trumna
Tłumi krzyki rozpaczy
Nie daje się uwolnić
W głowie oczy tylko
Jak zdrajca łączą mnie z życiem
Głos dzikości tnie szramy na ciele od wewnątrz

niedziela, 5 września 2010

Już cicho...

Czasem boję się marzeń. Zamykam się w ciszy własnego świata. W jaskini myśli. Moja głowa jest za ciasna na mnie. Siedzę tam cichutko skulony i powtarzam w myślach, że tak jest dobrze. I chcę w to wierzyć. Chcę!

Przechodzisz obok sczytując słowa zapisane na kamiennych ścianach mojej jaskini. Nie rozumiesz znaczeń, które im nadałem. To mój świat. Czasem pokazuję Ci jego fragment zapraszam do środka, nazywam rzeczy po imieniu i pozwalam Ci je dotknąć ufając, że ich nie zniszczysz jak Ci którzy czasem bywali tu przed Tobą. Patrzę w oczy i ufam. Ale dziś chcę tu być sam. Nie samotny. Zwyczajnie sam.



Czasem tak jest, że ktoś przemocą próbuje się tu wedrzeć. Rzuca kamieniami w zawieszone wysoko małe okienko. Nie mówiłem Ci skąd się wzięło prawda? Kiedyś nie było tu niczego. Kamienna ściana. Ale okazało się, że ktoś wiedział jak ją rozkruszyć. Krople wody wypuszczane cierpliwie z dłoni człowieka w czarnym kapeluszu cierpliwie drążyły skałę, kap, kap, kap... Mówił, że moja jaskinia jest zbyt ciemna, że odrobina światła to życie, a ja śmiałem się jak opętany. Dziś po tylu latach wiem, że ON miał rację. Okienko które powstało w wypłukanym przez wodę kamieniu wiele razy ratowało mi życie. Pozwalało marzyć. Słucham? Nie, nie mogę przez nie wyjrzeć. Ale już nie muszę. Może jest tam piękna plaża z palmami? Może cudowna góra z ośnieżonym szczytem? Piękny las z dzieciństwa z cudownie położonym jeziorem... To co JEST nie ma najmniejszego znaczenia. Ważne co MOGŁOBY być.

Słyszę Twoje kroki. Oddech. Szept. Szukasz mnie, wiem o tym. Milczę.

Boję się hałasu. Bicie serca też może być dźwiękiem nie do wytrzymania.

Dziś odejdź w ciszy. Jutro sam do Ciebie przyjdę. Wyjdę stąd pieczołowicie zasłaniając ukryte drzwi. Spojrzę Ci w oczy.

Wiedziałeś, że słowa potrafią zabijać?

Ciiiiiiiiiiiiiiiii......